Auta sprowadzane zza zachodniej granicy stały się jednym z symboli naszego członkostwa w Unii Europejskiej. Druga sprawa, jaka się nam kojarzy z tymi ponad sześcioma latami w zjednoczonej Europie, to emigracja zarobkowa około dwóch milionów Polaków, głównie do krajów wyspiarskich: najpierw Anglii, później Szkocji i Irlandii.
Z czasem swoje granice otworzyły również inne kraje członkowskie, ale atrakcyjna dla naszych rodaków okazała się Skandynawia, gdzie poziom życia jest najwyższy w Europie (obok Luksemburga).
Po otwarciu granic sprowadzane auta płyną do naszego kraju mocnym strumieniem liczącym około miliona aut w skali roku. Choć trend ten nieco osłabł, nadal auta sprowadzane z Niemiec, Holandii, Belgii, Wielkiej Brytanii czy Francji dominują wśród najchętniej kupowanych.
Głównie importowano pojazdy liczące 10 i więcej lat. Oczywiście nie są to samochody młode, lecz raczej w dobrym stanie technicznym. Zdarzały się także perełki w postaci auta kupionego od niemieckiego czy belgijskiego emeryta, który w ciągu kilku lat pokonał zaledwie kilka tysięcy kilometrów. Taką maszynę można było brać w ciemno.
Nie zniechęciły nas nawet wysokie opłaty mnożone przez polskie państwo. Niedawno Trybunał Sprawiedliwości uznał, że akcyza była pobierana nielegalnie, gdyż stanowiła podwójne opodatkowanie. Na razie jednak kierowcy, właściciele sprowadzonych samochodów nie zdecydowali się na masowe żądania zwrotu cła.